To, co nazywamy normalnością, to tylko krąg światła wokół ogniska.

Terry Pratchett


Na początku
był
ogień

Czy odchudzanie to sprawa charakteru?

FELIETONY | 2017-03-11

 – Trzeba mieć charakter – powiedział kiedyś wybitny przedsiębiorca, potężny mężczyzna z otyłością 3 stopnia, kiedy zasugerowałam mu, że można trwale schudnąć zmieniając sposób odżywiania. Czekał wówczas na tzw. CHLO – operację, która go trwale okaleczy, ale być może pozwoli zredukować masę ciała.

Tymczasem odchudzanie to NIE JEST sprawą charakteru. Źródłem otyłości to NIE JEST słabość. Wręcz przeciwnie – osoby XXL mają często bogatą, silną osobowość, którą ukształtowały poprzez lata walki, trudu I wyrzeczeń. Bo może nie wiecie tego, Wy, „z natury” szczupli – ale my, „grubi” – jesteśmy wiecznie głodni. I ciągle sobie czegoś odmawiamy.

Bez cukru, proszę


To tytuł książki uwielbianej przez tłumy pani psycholog i psychoterapeutki. Ona też jest większa niż przeciętna. Książki nie czytałam, ale potrafię sobie wyobrazić dramat, jaki odgrywa się za kulisami każdej najprostszej sytuacji społecznej, w jakiej znajduje się osoba otyła. Skąd u mnie taka wyobraźnia? Ano stąd, że pochodzę z rodziny, w której otyłość jest normą. Tak, jesteśmy do tego genetycznie predysponowani. Czy to oznacza, że jestem gruba? Nie. Czy to oznacza, że codziennie sobie czegoś odmawiam? Też nie. Ale zanim do tego doszło, ja również przeszłam długą drogę. Dzięki temu teraz mogę się dzielić moją wiedzą i doświadczeniem z innymi. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że odzyskałam radość życia, zdrowie, lekkość. I jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem.
 

Trzeba mieć charakter


Ale wróćmy do podstaw. Czy miażdżyca to sprawa charakteru? Czy nadciśnienie to sprawa charakteru? A może Hashimoto to sprawa charakteru? Czy myślałeś o tym w ten sposób? Jeden z moich znajomych, prowadzący zajęcia na wyższej uczelni, nie usprawiedliwiał nieobecności studentom przynoszącym zwolnienia lekarskie. Mało tego, odejmował im za to punkty! Twierdził, że przeziębienie jest sprawą charakteru... a raczej nie tyle charakteru, co własnej decyzji. Że mamy wpływ na swoje zdrowie i jeśli chorujemy, to jest to efektem naszych zaniedbań. Że usprawiedliwianie nieobecności jest wzmacnianiem zachowań prowadzących do choroby i utwierdza studenta w jego wyuczonej bezradności. Straszne? Tak też pomyślałam, kiedy usłyszałam o tym po raz pierwszy. Od dziecka prześladowały mnie anginy i zapalenia krtani; koncepcja, że można by mnie za to karać wydała mi się nieludzka. Teraz, kiedy całe moje życie uległo zmianie, NIE CHORUJĘ. Wcale. Teraz jestem w stanie pojąć, co miał na myśli wykładowca-terrorysta.
 

Potęga świadomości


Jeśli zgodzimy się, że katar, angina I trądzik są sprawą charakteru – to ok, również otyłość i nadciśnienie możemy uznać, że takimi są. Ale wyłącznie w tym przypadku. Innymi słowy: przytłaczająca większość wszystkich naszych anomalii zdrowotnych zależy od tego, jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość. Konsekwencją postrzegania są nasze wybory, preferencje, decyzje. I dopiero na samym końcu pojawia się działanie – polegające na włożeniu do koszyka pudełka truskawek lub bułki z budyniem. A kiedy to, co trafiło do koszyka, trafi również do Twoich ust – zaczyna się walka. Może to być walka Twojego ciała o uzdrowienie. Ale może to być również walka o ocalenie resztek energii, witamin i minerałów, z których trzeba obrabować swój własny organizm, aby jakoś przepchnąć tę bułkę z budyniem przez układ pokarmowy. 
 

Za 7. próbą, za 7. rzeką...


Rzucałeś kiedyś palenie? Wiele razy? A czy słyszałeś, że zwykle udaje się to za 7. razem? Więc Twoje wszystkie nieudane próby – to jest zwyczajnie wstęp, przygotowanie, rozgrzewka. Tak można na nie patrzeć – jako niezbędny trening. I czekać z utęsknieniem na ten moment, kiedy wreszcie pojawi się wolność, zrozumienie i świadomość, które pozwolą Ci z radością rozstać się z tytoniem. Podobnie jest ze zmianą nawyków żywieniowych. Nie udało się raz, drugi, trzeci? Nieważne. Uczysz się, obserwujesz, wyciągasz wnioski. I wreszcie osiągasz ten stan, w którym zaczynasz czuć, co jest dla Ciebie dobre.
 

Nie odmawiam sobie niczego


– Ty nic nie jesz – komentują zasapani koledzy z nadciśnieniem. – Ależ skad, ona własnie CAŁY CZAS JE – nie zgadza się z tą tezą bardziej uważny obserwator. I to prawda, i tamto prawda, że sparafrazuję pewnego słynnego górala. Ważne, że niczego sobie nie odmawiam, niczego się nie wyrzekam. W momencie, kiedy nauczyłam się kojarzyć fakty i pozwoliłam na utworzenie się odpowiednich schematów w mózgu, wygrałam. Teraz patrząc na bułę z budyniem widzę nie słodki przedmiot pożądania, ale paskudztwo, bombę z opóźnionym zapłonem, odbierającą mi energię, generującą choroby, wiodącą na SOR, do szpitala, do hospicjum. Patrząc reklamę czekoladek nie odczuwam łaknienia. Odczuwam zgrozę i cichy gniew: to te czekoladki sprawiają, że obok widzimy reklamę pożytku publicznego z umierającym dzieckiem. Jeśli nauczysz się łączyć fakty, jeśli poznasz prawdę o tym, jak jedzenie wpływa na zdrowie, radość i poziom energii Twojego życia – bułka z budyniem będzie dla Ciebie równie atrakcyjnym posiłkiem co krowie łajno. Nie muszę dodawać, że nie odczuwasz pewnie zbyt dotkliwie braku krowiego łajna na Twoim talerzu? Nie musisz się go „wyrzekać”?
 

Z każdym kęsem coś wybierasz


Nic nie jest obojętne. Wszystko, co zjesz lub wypijesz, to inicjacja mnóstwa procesów w Twoim ciele. Trzustka, wątroba, serce, przełyk, jelita, żołądek, śledziona, woreczek żółciowy, układ immunologiczny, bariera krew-mózg, insulina, tryptofan, flora jelitowa, B12, zonulina... Każde jedno małe ciasteczko – i każda jedna mała rzodkiewka – wyzwalają nieogarnialny kosmos reakcji Twojego organizmu – zdumiewającego, cudownego mechanizmu, z niedoścignionymi zdolnościami samoleczenia I regeneracji. Wyobraź sobie, że masz cudowny samochód, który nawet po stłuczce sam się zregeneruje, wyprostuje, lakier pokryje uszkodzenia na karoserii, odbuduje uszkodzone fragmenty – o ile tylko pojedziesz do właściwej stacji benzynowej i wlejesz do niego odpowiedni płyn. Ale możesz też pojechać do zwykłej stacji – i wtedy uszkodzenia będą się pogłębiać, filtry zapychać, wentylki rozszczelniać... Tak samo jest z jedzeniem. Może Cię ono leczyć I odradzać, a może stopniowo niszczyć, osłabiać, degenerować. Ty wybierasz.
 

Teatr mój widzę ogromny


Wróćmy jednak do odchudzania i charakteru. Może już się domyślasz, że to nie jest sprawa wyrzeczeń ani siły woli. To wyłącznie sprawa świadomości. Jeśli nauczysz się kojarzyć bułkę z budyniem z nieświeżym oddechem, spoconym ciałem, ospałością, nadwagą i czyhającym chirurgiem, to może się zdarzyć, że przestaniesz mieć na nią ochotę. Jeśli poznasz prawdziwy głód – i nauczysz się zaspokajać go pożywieniem, które będzie leczyć Twoje ciało – to szybko je polubisz. Co to będzie? O dziwo, nic niezwykłego. Warzywa, owoce, orzechy, zielone liście, grzyby, miód...
 

Nie czekaj na CHLO


Od lat znosisz niezasłużone nieszczęście, a do tego borykasz się z niezrozumieniem. Przetworzona żywność niszczy każdego, kto ją spożywa – u Ciebie efektem jest otyłość, u kogoś innego miażdżyca, u jeszcze kogoś innego Hashimoto, nowotwory czy zapalenie stawów. Ich choroby są często ukryte – Twoją widać z daleka. To cała różnica.

Co robić? Usunąć PRZYCZYNĘ. Odcinanie fragmentów to ostateczność. Twoje ciało rozpaczliwie pragnie nie, żebyś je pokroił na kawałki, otruł i zabił, ale żebyś pozwolił mu żyć. Najczęściej wystarczy dać mu trochę spokoju: przestać zatruwać, powolić się wyspać, poodychać i odpocząć, oraz dostarczyć DUŻO DOBREGO, OŻYWCZEGO POKARMU. Napiszę raz jeszcze: warzywa, owoce, orzechy, zielone liście, grzyby, miód. To wystarczy. Dasz radę. Bo teraz już WIESZ.


 

Jedz, pij, zdrowiej i rozpowszechniaj, proszę!
CC BY 3.0, autor: magdaLena Bajtlik, źródło: niralamba.pl

zobacz więcej: czytelnia > felietony


PoradniaNiralamba poradnia Infolinia 507 799 667 Sklep www.Alfa-koszyk.pl KSI Media Sp z o.o. Wykonanie KSI Media